poniedziałek, 15 października 2012

haftowane ssaki wodne

Udało mi się odnaleźć zdjęcia tego, co haftowałam jakieś (co najmniej) 7 lat temu. Zdjęcia są słabej jakości, bo robione (o ile dobrze pamiętam) telefonem o kiepskiej rozdzielczości:
foczka - poduszka
i orka - w formie obrazka

Urodzinowej krowy, nie udało mi się niestety namierzyć. Musiałabym uśmiechnąć się do koleżanki z dawnych lat, o zrobienie zdjęcia wyszywance, którą jej podarowałam. Tylko kto wie, czy ona ją jeszcze w ogóle ma?!
Z wyszywaniem (w porównaniu do scrapbookingu czy do szycia maszynowego) jest o tyle lepiej, że nie tworzy się przy tym żaden bałagan. Kanwa w jedną rękę, mulina z igłą w drugą i ... jazda ;) Tyle, że jest to jednak jazda wolna, a w moim przypadku - po tak długiej przerwie w xxx - jest to wręcz jazda niedzielnego kierowcy. Bo to człowiek nie pamięta jak się do tego właściwie zabrać i w ogóle, zanim się rozkręci to już trzeba kończyć.
Zaczęłam wyszywać pierwszego ciastka. Na razie ma stopę, a w zasadzie to tylko jej kawałek. Muszę się sprężyć, bo w tym tempie daleko nie zajadę. A przecież sezon świąteczny za pasem - kartki same się nie zrobią!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz