niedziela, 21 października 2012

pierwsze szyjątko

No i z tym szyciem, nie jest wcale tak prosto jak myślałam ...
Miałam dziś trochę wolnego czasu i postanowiłam, że w końcu coś uszyję! Wybór padł na sowę. Chodziła mi po głowie już dłuższy czas. Pomyślałam, że uszyję małą - co by nie marnować materiału, gdyby coś nie wyszło ... no i nie wyszło :) Oto Krzywulec:
Jedyne co w niej udane, to kieszonka z przodu :) Nie wiem, czy źle dobrałam materiał i po prostu szycie czegoś z polaru jest trudne, czy najzwyczajniej w świecie samo szycie wcale nie jest takie łatwe i przyjemne. Prowadzenie materiału to jakaś masakra :) Na dodatek, nie dość, że zapomniałam zostawić niezszyte miejsce na wywrócenie sowy to i zapomniałam o nosie, który jak widać przyszywałam ręcznie. 
W pierwszej chwili stwierdziłam, że zmarnowałam niedzielne popołudnie, jednak doszłam do wniosku, że w sumie niekoniecznie. Zawsze to jakieś nowe doświadczenie. Później (mam nadzieję) będzie tylko lepiej. Mam w planie jeszcze jeden ... no może dwa projekty. Wydają się proste, ciekawe tylko jak będzie z realizacją ... sowa wydawała mi się równie mało skomplikowana ...

2 komentarze:

  1. Mi się osobiście bardzo podoba :):):)fajniusia jest :):)

    OdpowiedzUsuń
  2. aha! to ja - Biedronka pstra22/10/12

    Zawsze możesz z niej zrobić woo-doo i wbijać szpilki i igły do szycia :)
    Chcesz wiedzieć co ja uszyłam pierwszego w moim życiu? To były czerwone spodnie dla mego taty. Rozmiar na palec wskazujący i środkowy :)

    OdpowiedzUsuń