czwartek, 1 listopada 2012

helołin

Tak w zasadzie, to już i po halloween-ie ... już od sześciu minut mamy listopad. Nawet od siedmiu ... "i co ja robię tuuUu, co ja tutaj robię"? Właśnie sama nie wiem :) Chyba chciałam po prostu pokazać moje "skieri" dyńki uhUuuuuuuuuuu ....
W planie miałam jeszcze pajęczynę z waty i chmarę nietoperków wprost z Transylwanii. Zważając jednak na trwającą od soboty migrenę, skupiłam się na przygotowaniu jedzenia.
Lubię to święto, co prawda nie nasze, bo przywiezione zza wielkiej wody ... ale czy to odmawia mu uroku?! chyba nie ... Ciężko też mi jest powiedzieć, za co je lubię. Może za te kolorowe lampiony z dyni? Za te przebieranki? Może po prostu za to, że jest kolejną okazją żeby spotkać się z bliskimi?! To Nam się dziś udało. Może nie w pełnym gronie, ale jednak! 
Zadowolona, że nakarmiłam zgromadzonych gości, że dzieci się wyszalały i teraz smacznie śpią, że po raz kolejny udało nam się pomieścić wszystkich na tym małym metrażu - mogę się oddalić na zasłużony odpoczynek. Głowa co prawda dalej pęka, ale już spokojna :) Niech pierwszy listopada też będzie spokojny, słoneczny i ... nostalgiczny. Bo przynajmniej dla mnie, wspominanie zmarłych jest przede wszystkim tęsknotą. Za dziadkami, którzy odeszli gdy miałam zaledwie kilka lat. To tak, jakby ktoś zaraz dla mojego syna zabrał dziadków. Niewyobrażalne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz